• Wpisów:61
  • Średnio co: 16 dni
  • Ostatni wpis:3 dni temu
  • Licznik odwiedzin:23 277 / 1052 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
http://inhumandisguise.tumblr.com/


Mój tumblr przechodził różne metamorfozy i to już chyba ostateczna forma :) Poszłam w naturę i cytaty :D Postuję i rebloguję generalnie rzeczy, które cieszą oko. Nie mam go dla liczby obserwatorów ani sławy, ale po prostu dla innych. Fotografie z naturą i fajne cytaty pomogły mi wyjść z deprechy :)
Myślę, że ta skromna galeria się wam spodoba ^^ Jest stworzona dla was :)



  • awatar ms moth: Natura zawsze spoko <3 Podoba mi się, pozwól, że skradnę sobie kilka zdjęć :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Ostatnio fartem zdobyłam Outsidera Kinga :3 To już trzydziesta siódma książka Króla, a we wakacje zamierzam jeszcze zamówić trzy inne :3




 

 
Ja mam trzy sprawdzone sposoby, aby wyluzować po ciężkim dniu i mogę je spokojnie polecić :)

Są nimi spacery wieczorami, odpoczynek w ogródku i słuchanie relaksacyjnej muzyki :D Oczywiście to letnie sposoby :D

Spacery lub wędrówki szczególnie pomogły mi w walce z ciężką depresją. Spokój w lesie, bliskość natury, ten piękny zapach i śpiew ptaków działały bardzo kojąco i wyciszały te negatywne emocje. Podobno sam kolor zielony działa kojąco i uspokajająco :D
Teraz spacery i wędrówki są formą czysto relaksacyjną by uciec od codzienności, która szara nie jest bo mieszkam na wsi otoczonej lasami haha :)
Wędrówki zwykle łączę z moim hobby jakim jest fotografia. Pożyteczne z przyjemnym :)

Odpoczynek w ogródku to w sumie taka stacjonarna forma spacerów :D Usiąść sobie na trawie lub w altanie po ciężkim dniu pracy jest czymś super. Ostatnio tak się zasiedziałam, że 2h po powrocie z pracy dopiero w ogóle poszłam do domu :D Wieczorami jest na tyle przyjemnie, że nie koniecznie chcę się nawet iść gdziekolwiek. W swoim ogrodzie mam namiastkę raju :) Mnóstwo kwiatów, krzewy owocowe, trochę zieleni i błogi spokój :) Dla mnie formą relaksu jest też dbanie o niego :) To też pozwala oderwać się od problemów dnia codziennego i dzięki temu nie mam czasu na oglądanie telewizji, co uważam za marnowanie czasu :D





No a moja relaksacyjna playlista wygląda następująco:

1. Haux - Tolouse

2. The Acid - Ra

3. Hollow Coves - Heatwave

4. Haux - Homegrown

5. The Acid - Clean

6. Hammock - They will sing for us tomorrow

7. Hammock - We will say goodbye to everyone


Mam nadzieję, że piosenki wam wpadną w ucho, choć wiadomo, że każdy ma własny gust :)
 

 
Pierwsze, co powiem to wybierając zawód mechanika samochodowego to najlepsza decyzja mojego życia :D Póki co mam jeszcze trzy tygodnie praktyk przed sobą, a potem zaczynam pracować na umowę :D Po dwóch dniach szef zapytał, czy będę chciała kontynuować pracę :D Powiedziałam, że pewnie, że tak! :) Załoga też jest super i nikt się nie czepia, że jestem kobietą mechanikiem :D Wręcz przeciwnie mam nawet wsparcie :D Taka praca mi się podoba ^^. Cóż, klienci są zaskoczeni, że obsługuje ich kobieta, ale spotykam się póki co z pozytywnymi komentarzami :D
Bardzo szybko się zaaklimatyzowałam z nowym miejscem i myślę, że dalsza praca będzie czystą przyjemnością :)

 

 
Dążenie do celu to wcale nie jest prosta i łatwa rzecz. Jeśli ma się określony cel w życiu, jak moim jest posiadanie własnego warsztatu samochodowego, to trzeba się poświęcić temu i oddać temu całego siebie. Dla szkoły samochodowej porzuciłam naukę gry na instrumentach i śpiewu. Samochody były moją pasją od dzieciństwa i nie wyobrażam sobie życia bez nich :) Od samego początku tej szkoły skupiłam się na przedmiotach zawodowych, bo to one dadzą mi finalnie tytuł technika i zawód.

Po drodze zdarzały się dni załamania i zwątpienia, czy to ma sens, ale to ma sens i zawsze go miało. Tym sensem jest przywracanie do życia klasycznych samochodów :)

Bycie mechanikiem to ciężka praca, ale ja się nie mam zamiaru poddać :) Ta pasja pozwala mi zapominać o innych problemach i ciężka praca w jakiś sposób pomaga mi odpocząć :D Daje mi to również niezmierną radość :) Ja nie widzę jakiegoś tam starego samochodu żłopiącego benzynę, ale czyste piękno na czterech kołach.

Wierzę, że ta ciężka praca opłaci się i mi się odpłaci. Marzę żeby wyremontować razem z moim ukochanym tego Dodge'a Chargera z 1970 ;) lub Chevy Impalę z 1967 :)


 

 
1. Mormoni zawsze są kojarzeni ze stanem Utah i że tam tylko są.

Otóż nie. Mormoni są na całym świecie i jest nas około 16 milionów. W samej Polsce jest nas ok. 4 tysięcy, ale mówi się z pewnych powodów, że jest nas zadeklarowanych 2 tysiące i aktywnych 800. W moim regionie pewnie jestem tylko ja :D Taki rodzynek :D Dzięki naszym braciom i siostrom misjonarzom nasz Kościół może istnieć na całym świecie :)

2. Wielożeństwo.

JEST ZABRONIONE u nas :) Często przez względy historyczne ludzie się pytają: Ej, jesteś Mormonem, ile masz żon? No i pada odpowiedź: Jedną, bo wielożeństwo jest zabronione ;)

3. Słyszałam z telewizji o pieniądzach i że bycie bogatym to norma dla nas.

Pierwsze o tym słyszałam i zdziwiła mnie ta opinia. Serio nie mam bladego pojęcia skąd ten facet wyciągnął taki wniosek. Absolutnie pieniądze nie grają roli w naszym Kościele. Przez dobre uczynki pomagamy sobie nawzajem i innym. Są zarówno biedni jak i bogaci, który ciężką pracą zarobili na swój dobytek. U nas jest tak, że jeśli możesz, to pomagasz innym, bo tak się powinno postępować. Masz więcej pieniędzy? Przeznaczasz je na cele charytatywne lub kupujesz rzeczy potrzebującym. RZECZY, bo pieniędzy się nie powinno bezpośrednio dawać. (Tę naukę dostałam od mojego ukochanego i mu bardzo dziękuję za poprawienie błędu, który popełniałam :) ).
I tu mamy słynny przykład z bezdomnym, który nie jest nikomu obcy: Dasz mu pieniądze, pójdzie kupić flaszkę. (Nie każdy tak robi oczywiście, ale realia bywają przykre), a zrobisz mu zakupy np. coś do jedzenia, albo ciepłą kurtkę, to już ogromna różnica. W ten sposób można pomóc, a nie zaszkodzić jeszcze :)


Trudno mi jest pisać o stereotypach, bo nie wiem skąd ludzie je w ogóle biorą. Zwykle powstają przez złe zrozumienie, przez niedoczytanie, albo plotkę... . Mam nadzieję, że chociaż te trzy główne stereotypy przestaną wkrótce istnieć :)





 

 
Nie było mi łatwo powiedzieć moim bliskim o zmianie kościoła. Wiedziałam, że wiadomość o tym będzie dla nich trudna... . Chrzest, Komunia Święta i sakrament Bierzmowania, którego dostąpiłam wbrew własnej woli w Kościele Katolickim nie będą już ważne po chrzcie w Kościele Jezusa Chrystusa Świętych w Dniach Ostatnich. Co za tym idzie również nie będę miała rodziców chrzestnych. Moja ciocia popiera mój wybór i nie było jej przykro z tego powodu :)

Mama po kilkudniowych dyskusjach, kiedy tłumaczyłam jej, że w gruncie rzeczy to ta sama wiara, ale rozumiana nieco inaczej i z żelaznymi zasadami, które trzeba przestrzegać. Pokazałam jej również wywiad z Polskimi Mormonami, by ją przekonać, że to bardzo fajni ludzie, w których życiu wiara jej wartością bardzo ważną i że to wiara i rodzina prowadzą do szczęścia wiecznego :)

Powiedziałam otwarcie, że uznaję Księgę Mormona i że teraz żyję zgodnie z zasadami tego Kościoła :)

Rzeczą, którą najbardziej ją zaszokowałam to chrzest w jeziorze. Cóż, no powiedziałam, że chrzest w Kościele Katolickim nic dla mnie nie znaczy, bo nie jest to sposób, w który chrzczony był Jezus. Powiedziałam, że uznaję chrzest, który jest odprawiany według Biblii. Powiedziałam mamie, że chcę, aby ona i tata byli obecni na moim chrzcie, bo bez nich sobie tego nie wyobrażam.

Rozmowa z tatą była łatwiejsza, bo zgadza się z naszymi zasadami i naszym bardzo dosłownym traktowaniem i naśladowaniem Pisma Świętego :) Jak jest w Piśmie, tak powinno być i koniec kropka, a nie zmienianie faktów.

Moja mama teraz jest skazana przeze mnie i moje cudowne nawrócenie na chodzenie do Kościoła regularnie, w każdą niedzielę :D Niech się cieszy, że tutaj msza trwa tylko 45-50 min, a nie po 3 godziny jak u nas :D



W kolejnym wpisie będziemy łamać stereotypy ;)

No na razie moje wpisy będą gadaniną głównie by wyjaśnić parę rzeczy, bo ludzie postrzegają nas różnie ze względu właśnie stereotypów. No i jak wspomniałam wcześniej w Polsce Mormoni to zaledwie procent, czy dwa... .




  • awatar Faith Hope & Love: @gość: Radzę zatem poczytać ze zrozumieniem :)
  • awatar Gość: Procen czy 2? HAHAHAHAHAHAHAHAHAHA chyba że włącznie z pedałami to tak. Was jest może ale promil lub 2 chociaż i w to wątpię.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Przeglądałam Youtube'a już jakiś czas temu w poszukiwaniu filmików o Mormonach w Polsce. Ot tak z ciekawości, czy w ogóle coś jest. No nie oszukujmy się Mormoni to jakieś 2% naszej społeczności i trudno jest znaleźć cokolwiek w sieci.

Znalazłam artykuł i filmik gościa, który powinien był najpierw się wyedukować co do poruszania tego tematu.

Zacznę od tego gościa, bo serio się uśmiałam na tym filmiku. Cóż. Fakt, który najprędzej stwierdziłam jest taki, że pewnie się naczytał wikipedii i zachciało mu się wielożeństwa które jest ZABRONIONE w kościele Jezusa Chrystusa Świętych w Dniach Ostatnich ;) A facet jak to facet tylko jedno ma w głowie :p

Moje wpisy wyglądają jak rozprawki XD Takie przyzwyczajenie, taki mam już klimat xD

Wierzenie w bajki z wikipedii albo kierowanie się stereotypami to jeszcze nic xd Koleś oszukał misjonarzy, którzy chcieli dobrze ;p Kto jak kto, ale Mormońscy misjonarze to bardzo mili ludzie, z którymi można pogadać i nie wciskają niczego na siłę jak to bywa z... nie ważne (żeby nie obrażać nikogo). Kurde, jak już chciał koniecznie tę Księgę Mormona, to mógł ją kupić przez allegro za grosze, a nie sępić jak ksiądz na składkę.
Ten kolo udał zainteresowanie, wysępił Księgę, po czym spławił tych biednych misjonarzy, którzy mieli jakąś tam nadzieję, że się nawróci, ale on ich wykorzystał jak polaczki mają brzydki zwyczaj robić.

Wszystko, co opowiadał to było kłamstwo. Sam się przyznał, że nawet nie czytał tej, bądź co bądź, ukradzionej Księgi. Skoro nie czytał i nic na ten temat nie wie, to po co robi filmik? Żeby oczerniać tych ludzi?

Takie postępowanie jest przykre. No i jak tu się nie wstydzić za takich? Mormońscy misjonarze za własne zarobione pieniądze wyjeżdżają na misje, a tu ludzie robią im takie numery, serio, tak jest nie ładnie postępować

Nie chce mi się już wypowiadać o tym filmiku, bo to po prostu żałość i głupota.



No i czas na artykuł. Kolejny stek bzdur. Nie czytałam go całego, bo po prostu mnie obrzydził fakt jak ludzie potrafią być zawistni. Oczywiście, to Polski artykuł, bo jakby inaczej ;)

Jedyne, co powiem, to rani mnie to, że Polacy są tak zaślepieni. Ludziom jest po prostu brak zrozumienia. Czystego zrozumienia... .


  • awatar Faith Hope & Love: @gość: Kim? :v Jeśli uważasz, że odmienne zdanie to już wojna to życzę powodzenia i mam nadzieję, że modlitwa ci pomoże uporać się z twoimi problemami :) Jestem jak najbardziej chrześcijanką :)
  • awatar Gość: @Faith Hope & Love: przecież ty jesteś wojującym ateistą
  • awatar Faith Hope & Love: @gość:pierwsze słyszę żeby przez napisanie postu było widać jakąkolwiek nienawiść :p poza tym nie mam prawa kogokolwiek nienawidzić bo Bóg miłuje wszyystkich :) myślę że powinieneś spojrzeć na swoje postępowanie bo chrześcijaninem pewnie nie jesteś i modlę się żebyś nawrócił się na właściwą drogę i szanował innych :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (6) ›
 

 
  • awatar Gość: @The Bliss: tak śmieję się z twojej zaściankowości i ograniczonego horyzontu myśliwego. Prosty cep działa jak ty, a podkręcony nienawiścią i kierowany indoktrynacją uderza tylko w jednym kierunku i celu. Brzydzę się takimi ograniczonymi i wojującymi nienawistnikami, którzy mówią o wolności, pokoju i sprawiedliwości, a sami wojny wywołują. Domagają się przestrzeni a sami ograniczają. Tacy jak ty to największy rak na tkance społecznej, to tacy jak ty są największymi ksemofobami, rasistami itd. A najbardziej brzydzi ograniczenie umysłowe i nienawiść jaką nosisz w sobie, aż bije po oczach.
  • awatar The Bliss: @gość: boisz się prawdy aż tak żeby krytykować innych? Czasy komuny minęły i każdy ma prawo do własnego zdania. To jest moje zdanie i oczywiście nie trzeba się z nim zgadzać :)
  • awatar Gość: Tak oczywiście jeden wywrotowiec i ty, infantylna gimbazo osądziliście, że tylko pieniądze i władza. Jakim trzeba być zacofańcem żeby wrzucać wszystkich do jednego worka. Brzudzi mnie to jaką nienawiścią pałasz, która odbiera ci resztki myślenia, szok!!!
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Cóż... chorując na depresję 4 długie lata bez niczyjej pomocy było koszmarem. Jedna rzecz mi nie wyszła i już płacz i hasło: żałuję, że żyję.

To baaardzo duży skrót, ale do przeszłości nie zamierzam wracać. W walce z tym gównem (nazywajmy rzeczy po imieniu) nie miałam w niczym wsparcia. Nic mi nie było w stanie pomóc. No tak sądziłam, ale się grubo pomyliłam.
Samochody (ich naprawianie) sprawiało mi radość przez jakiś czas, ale kiedy przywykłam do tego i pasję zaczęłam traktować jako pracę już mi to nie sprawiało radości. Lubiłam to, ale to mi obojętniało jak wszystko inne.

We wakacje 2017 (nooo pod koniec) wzięłam się za siebie za radą brata. Zaczęłam biegać. Poprawiłam tym i kondycję psychiki i fizyczną :) Czułam się lepiej :)

Oczywiście życie przez ostatnie pół roku nie było takie proste i dało mi nieźle w kość, ale sobie poradziłam :) Udało mi się ładnie zdać egzamin zawodowy, poradziłam sobie z problemami osobistymi i jakoś przeżyłam ostanie załamania nie poddając się złym myślom :)

To wymaga od cholery pracy żeby nie wpaść znowu w depresję, ale serio warto się zaprzeć i iść do przodu po szkle i ogniu :) To nas tylko umacnia w tym kim jesteśmy i pomoże nam to w przyszłości z lepszym rozumieniem samego siebie i innych :)

Nie sądziłam, że kiedykolwiek to powiem, ale i wiara dużo pomogła. Zarówno w siebie jak i w wyższe sfery ;)

To normalka po 4 latach deprechy czuć czasem jej łapsko na ramieniu, ale trzeba je odepchnąć i iść dalej. Jeśli się za długo będzie to "łapsko" trzymać na ramieniu to może być nieciekawie :/

Wszystkim cierpiącym na tę niewdzięczną chorobę życzę jak najlepiej! :) I żebyście się nigdy nie poddawali, bo są ludzie tacy jak ja, którzy w was wierzą :)


 

 
Po pierwsze, (co było we wpisach poniżej) nie uznaję swojego chrztu w Kościele Katolickim. Podjęłam więc decyzję o byciu ochrzczoną przez mojego chłopaka, w taki sposób w jaki powinien być ochrzczony każdy chrześcijanin, czyli 1:1 tak jak w Biblii to było powiedziane.

Podpytałam mojego chłopaka "Ej, a w jeziorze mogę być ochrzczona? Bo mi bardzo zależy na tym". Odpowiedział, że tak, bez problemu :) Bardzo mnie to ucieszyło, bo wierzę, że ten chrzest będzie szczególnie wyjątkowym dla mnie wydarzeniem. Nie wiem, dlaczego, ale takie mam przeczucie :)

Najchętniej już tego lata bym się tego podjęła, ale powinnam najpierw bardziej popracować nad sobą, bo powrót do wiary po latach Ciemnogrodu nie jest taki prosty. Dałam więc sobie rok i trochę. Żeby po prostu douczyć się i spróbować żyć jak Mormoni, czy mi się z czasem to "nie odwidzi". Póki, co nie mam z tym problemów, bo rzucenie picia kawy i herbaty nie było czymś trudnym (znaczy rzucenie herbaty z dnia na dzień było trudne XD) ale mogę poręczyć, że da się przyzwyczaić do tych wyrzeczeń :) (O tych wyrzeczeniach kiedy indziej)

Moje przygotowanie polega na brani nauk od mojego ukochanego, czytaniu Księgi Mormona i braniu sobie do serca ewangelii, po przeczytaniu tej Księgi mam zamiar zabrać się do czytania Pisma Świętego (ale zaczynając od Nowego testamentu, bo stary to nuda ;) :D )

Moja radykalna zmiana nastawienia już nikogo tak nie szokuje jak na początku xD

Wracając do początku tematu, to najtrudniejszym zadaniem jest chyba znalezienie idealnej szaty do chrztu. To nie "jakaś szmatka" jak w Katolicyzmie, ale szata, długa, biała i bez żadnych zdobień szata w której wejdę do jeziora z tym, który będzie mnie chrzcił. Mam nadzieję, że znajdę tę idealną, która będzie w znany tylko mi sposób po prostu tą jedyną odpowiednią :)

Miejsce na chrzest mam już wybrane. Jest to pobliskie, nie duże jezioro, które lubiłam od dzieciństwa :) No to się ludzie zdziwią na widok chrztu XD To będzie sierpień, więc jeszcze ciepło na pływanie, i mam zamiar przyjąć chrzest wieczorem, lub po południu :) Daty ustalonej nie mam, ale to będzie koniec sierpnia :)

Jeśli pierwsza opcja nie wypali z jakichś powodów, to mam drugą, czyli przyjąć chrzest od misjonarzy. Dla mnie to żaden problem :) Tylko nie wiem, czy zgodzą się na moje warunki xD


 

 
Jeszcze parę miesięcy temu nie wiedziałam czym jest Kościół Jezusa Chrystusa Świętych w Dniach Ostatnich i kim są Mormoni, ale dzięki mojemu chłopakowi to już wiem :)

Z początku byłam bardzo sceptycznie nastawiona do tego kościoła. Jakoś nie wierzyłam, że istnieje ten "idealny" kościół, który potrafi dać szczęście, ale im więcej wypytywałam mojego chłopaka i im więcej czytałam, tym bardziej ciekawa byłam :) Mój ukochany wysłał mi link do filmu o Mormonach i moje zdanie drastycznie się zmieniło. Po filmie pierwsze, co powiedziałam to: Kurde, ci Mormoni to spoko ludzie :D

Zaczęłam brać swojego rodzaju "nauki" od mojego chłopaka, który jest członkiem Kościoła Jezusa Chrystusa Świętych w Dniach Ostatnich i wcale tego nie żałuję. Bardzo mi się podoba to, w jaki sposób pojmują wiarę. To jest coś niesamowitego :)

Obecnie już podjęłam permanentną decyzję o chrzcie. Udzieli mi go nie kto inny jak mój chłopak :) Moim wybranym miejscem jest jezioro. Dlaczego? Chcę poczuć to, co czuł Jezus podczas swojego chrztu. Jest to dla mnie bardzo ważne. Nie wyobrażam sobie być ochrzczoną w inny sposób. Ten, w który byłam chrzczona jako Katolik nie ma dla mnie żadnego znaczenia. Sakramenty, które przyjęłam też nie mają żadnej wartości.

Chrzest w jeziorze, czuję że będzie przełomowym wydarzeniem w moim życiu. Czuję, że będzie to najpiękniejszy dzień. Na samą myśl o nim już czuję to szczęście, którego będę miała zaszczyt dostąpić :) Równie ważnym wydarzeniem będzie przyjęcie Daru Ducha Świętego (również od mojego chłopaka). Znaczy, u nas jest tak, że daru nie otrzymuje się od razu, ale trzeba na niego zasłużyć :)

Czytam obecnie Księgę Mormona i jestem zachwycona :) Odkąd zaczęłam korzystać z porad zawartych w tej księdze, żyje mi się "lżej". Teraz w pełni rozumiem, dlaczego Księga Mormona jest równie ważna jak Pismo Święte :)

Cieszę się, że chrzest będzie za rok, bo stopniowo mogę zacząć żyć jak Mormonka.
Alkoholu nigdy nie piłam i nie paliłam papierosów, więc to żaden problem. Zrezygnowałam już z kawy i herbaty. Jedynie piję szałwie w celach leczniczych (według mojego ukochanego ten wyjątek jest do zaakceptowania).

Chyba serio ten temat zamie mi jeszcze sporo wpisów XD Proszę was więc o cierpliwość :D


 

 
Nie miałam weny ani czasu żeby się zająć tym... czymś... . Przez te 151 dni wiele się zmieniło chyba lepiej będzie to rozpisać na kilka wpisów XD Kto by to przeczytał w całości XD Także siemano kopyto kolano i jechane :D!

(WOW nawet obserwatorów mi przybyło, co mnie ogromnie cieszy :) )



 

 
Ostatnia część Nevada 80 skłoniła mnie do zrobienia małego researchu co do geografii stanu Utah. Powinnam wiedzieć coś więcej o tym stanie niż tylko o tym gdzie jest położone SLC, Great Salt Lake, Great Salt Lake Desert i Moab xD Zwłaszcza, że zamierzam tam wyjechać... . Cóż, dalsze fragmenty powieści jeszcze mnie (i czytelników) nauczą dokładniejszej geografii Stanów niż gegra w szkole (której ja już nie mam od 2 lat). Szczerze, jedyne co było w szkole to Wielki Kanion Kolorado, może było coś o San Francisco, Nowym Jorku i chyba nic poza tym? W szkole nie uczyli wszystkich stanów i tego gdzie są.... tego się nauczyłam sama z pisania powieści... No i dzięki temu dzisiaj potrafię wymienić wszystkie stany i powiedzieć gdzie są :D


 

 
  • awatar Kasia Minevida !: Oj tak, to prawda ! Zapraszam do mnie, oraz do przeczytania nowego postu !Miłego wieczoru :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Zafascynowała mnie twórczość Becketta, będąc fanatykiem Stephena Kinga miło czasem odskoczyć od horrorów do czegoś innego :D Twórczość Simona Becketta to dla mnie nie zwykły kryminał, tu opisywane są rzeczy bardziej "naukowe". Medycyna sądowa od kuchni taka jaka naprawdę jest, mam na myśli głównie antropologię, czyli badanie ludzkich zwłok. W książce Trupia Farma są opisywane faktycznie zdarzenia z tej prawdziwej do bólu medycyny sądowej, nie zmyślonej historii jak u Becketta. Mimo, że w obu przypadkach oblicze człowieka po śmierci jest opisane podobnie (u Bassa dużo, dużo dokładniej) to jednak Bill Bass, światowej sławy antropolog sądowy i założyciel Trupiej Farmy w Tennessee, pisze o prawdziwych sprawach, które miały miejsce, co jest jeszcze ciekawsze :) Przywykłam do czytania o rozkładzie ludzkich zwłok po książkach Becketta i mogę przy tym jeść nawet, kiedy czytam o realnych przypadkach. Jeśli ktoś lubi taką (mocniejszą literaturę) to polecam :D Wcześniej zdarzało mi się, że obrzydził mnie horror Kinga, ale lawirując między ludzkimi szczątkami w twórczości Becketta i Bassa, horrory Kinga (sorry za stwierdzenie), ale są tylko bajeczkami na dobranoc dla mnie. Oczywiście ich twórczość to zupełnie inne kategorie, ale no jest jak jest. Jeśli ktoś ma słabe nerwy czytając fikcję, to nie radzę nawet sięgać po coś, co ma miejsce każdego dnia, czyli rozkład ludzkich zwłok. Jeśli ktoś nie chce wiedzieć, co stanie się z nim po jego śmierci, to serio nie warto się dołować